Podziel się opinią o serwisie

reklama

 IBM

Strefa IBM System x


Strefa IBM System x"..."Zarządzanie infrastruktura IT w obecnej chwili pochłania znaczną część budżetu IT. W odpowiedzi na tą sytuację IBM dołącza do serwerów IBM System x® system do zarządzania IBM Systems Director®, który oferuje obszerny zbiór narzędzi ułatwiających administrację.
Zapraszamy do strefy »

Biblioteka Wiedzy poleca

Skimmerzy kontra banki

Nadużycia powodowane przez cyberprzestępców, kopiujących karty płatnicze, wpisały się w codzienne życie wielu banków. Chociaż wprowadzane są coraz...
pobierz »

Więcej bezpłatnych raportów w serwisie
powiększ tekst >
AKTUALNOŚCI

Włamywacze zaatakowali 100 firm

1 marca 2010

securitystandard
Przestępcy, którzy włamali się w grudniu do systemu informatycznego koncernu Google, zaatakowali w sumie ponad 100 firm - a nie, jak pierwotnie sądzono, ok. 30. Tak w każdym razie twierdzą specjaliści z firmy Isec Partners, którzy od blisko dwóch miesięcy na własną rękę prowadzą dochodzenie w sprawie ubiegłorocznych ataków.

Pracownicy firmy są coraz bliżej zidentyfikowania przestępców odpowiedzialnych za owe ataki - do tej pory udało im się już namierzyć ponad 100 serwerów, wykorzystanych do przeprowadzenia owych włamań. Początkowo takich serwerów wykryto ok. 30 - ich analizy wykazały, że każdy z nich był używany podczas ataku na jedną, konkretną firmę (dlatego też początkowo mówiono, że w sumie zaatakowano ok. 30 przedsiębiorstw). Później jednak specjaliści namierzyli kolejne 68 serwerów - a to znaczy, że przestępcy włamali się do co najmniej 100 firm. "Naszym zdaniem "ofiar" jest nawet więcej, aczkolwiek na razie nie jesteśmy w stanie podać dokładnej liczby. Na pewno jest ona większa niż 100" - mówi Alex Stamos z Isec Partners.

Ale na tę liczbę wskazują nie tylko analizy serwerów kontrolnych - przedstawiciele Isec Partners od blisko dwóch miesięcy analizują również dyskusje prowadzone na forach internetowych dla specjalistów ds. bezpieczeństwa. Okazuje się, że już w połowie grudnia (czyli krótko po tym, jak doszło do ataku na Google) fora zaroiły się od postów pracowników najróżniejszych firm, którzy raportowali włamania do ich systemów i prosili o porady związane z oceną sytuacji i namierzaniem sprawców. "Wciąż obserwujemy te fora i listy dyskusyjne - lista zaatakowanych firm wydłuża się z dnia na dzień..." - dodaje Stamos.

Z analiz Isec Partners wynika też, że oprogramowanie wykorzystane przez włamywaczy do zaatakowania amerykańskich firm - roboczo nazywane przez specjalistów "Aurora" (ponieważ słowo to kilkakrotnie przewija się w kodzie) - krążyło w Sieci co najmniej od półtora roku. Ale znane było wyłącznie w kręgach przestępczych - specjaliści ds. bezpieczeństwa dowiedzieli się o nim i zaczęli je analizować dopiero po tym, jak na początku stycznia Google oficjalnie poinformował, że został zaatakowany.

Przypomnijmy: do tej wiedzieliśmy, że w sumie zaatakowanych mogło zostać nawet 30 firm. Zaledwie kilka z nich oficjalnie potwierdziło tę informację - m.in. Google, Adobe oraz Symantec. Wiadomo, że atak został przeprowadzony z wykorzystaniem zainfekowanych e-maili, które rozesłano do starannie wybranych pracowników owych firm - listy były sformułowane tak, by odbiorcy byli przekonani, że jest to normalna, skierowana specjalnie do nich korespondencja biznesowa (wiadomo, że przestępcy gromadzili informacje o tych pracownikach m.in. w serwisach społecznościowych).

W ten sposób przestępcy instalowali złośliwe oprogramowanie na komputerach kluczowych pracowników owych firm - następnie wykorzystywali je do przechwycenia haseł do poufanych zasobów i zaczynali wykradać dane. Wiadomo, że interesowały ich m.in. kod źródłowy oprogramowania, dokumenty finansowe, dane kont pocztowych niektórych użytkowników itp.

Taka metoda ataku nie jest tak naprawdę niczym nowym - ale w tym przypadku całą operacją perfekcyjnie zaplanowano i przeprowadzono. Dzięki temu przestępcy bez większych problemów ominęli większość klasycznych technik zabezpieczających firmową infrastrukturę przed atakami. "Próbujmy zwalczać takie ataki od dobrych pięciu lat. Na razie niestety bez większych efektów - okazuje się, że przestępcy z powodzeniem omijają wszystkie zabezpieczenia za pomocą... e-maili" - komentuje Rob Lee, specjalista ds. bezpieczeństwa z amerykańskiego SANS Institute.

Stamos zgadza się, że w przypadku grudniowych ataków nie na wiele zdały się firmowe antywirusy, firewalle i systemy wykrywania intruzów. "Ale mnie szczególnie zaintrygowało coś innego - to, jaką cierpliwością i pracowitością wykazali się włamywacze. Musieli spędzić mnóstwo czasu, pisząc skomplikowane złośliwe programy, przeznaczone do uruchomienia na komputerze tylko jednego, konkretnego użytkownika. Używali serwisów społecznościowych, żmudnie budowali swoje profile i relacje z ofiarami... to naprawdę niezwykłe" - wyjaśnia specjalista.

Wystaw ocenę:
   Średnia ocena (liczba głosów: 2)
wydrukuj wydrukuj wyslij do znajomegowyślij do znajomego rss

Komentarze

Redakcja securitystandard.pl - bezpieczeństwo IT , aktualnosci, porady, produkty nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

~Słonik

  • ocena: brak oceny
  • IP: 77.91.63.252
  • 01-03-2010, 13:23

Jak zwykle w takich przypadkach nie podano jakie to oprogramowanie (systemy operacyjne i programy użytkowe) znajdowały się na komputerach które zostały zaatakowane.
Jednak ponieważ sprawa dotyczy USA - to na pewno to produkty z Redmond, a co za tym idzie pokazują jak łatwo jest dokonać włamania do tego oprogramowania.
Ciekawe jaką rolę w tym całym zdrzeniu miało NSA (które pomaga M$ w "prdukcji" "najbezpieczniejszych" z dotychczas "wyprodukowanych" programów?)

~Zeke

  • ocena: brak oceny
  • IP: 165.72.200.11
  • 01-03-2010, 13:37

@Słonik
Podano w jednym z poprzednim newsów, wykorzystana została dziura w IE - który, jak wiadomo, działa tylko na najbezpieczniejszym systemie operacyjnym (wg niektórych, podających się za dziennikarzy, klakierów).